17.05.2011

Polak, Rumun dwa bratanki ...

Myślę, że warto odwiedzić Rumunię aby dowiedzieć się całej prawdy, a może i czegoś nauczyć na przyszłość o polskim charakterze narodowym. Podróż do Rumunii, to dla Polaka jak podróż w czasie o 15-20 lat wstecz do początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Zobaczymy tu raczkujący handel w rodzinnych mini sklepikach, na każdym rogu natkniemy się na kantor wymiany walut i znowu oswoimy się z osobami palącymi papierosy w restauracjach. Spacerując po ulicach Konstancy, drugiego co do wielkości po Bukareszcie miasta Rumunii, przypomnimy sobie jak wyglądały nasze drogi i chodniki w momencie wychodzenia z komunizmu, a nieskoszone i sięgające kolan trawniki w miejskich parkach tylko pogłębią to uczucie dawno utraconej swojskości. Patrząc na naszych przedwojennych sojuszników, z którymi mieliśmy wspólną granicę, możemy zobaczyć jak w lustrze polską nieukojoną tęsknotę za utraconymi Kresami w postaci rumuńskiej nieukojonej tęsknoty za utraconą Mołdawią i Bukowiną. Zwiedzając lokalne muzea, czujemy to samo co w Polsce niedowartościowanie i niedocenianie naszych osiągnięć i wkładu w rozwój cywilizacyjny przez tak zwaną Europę, która tak na nich, jak i na nas patrzy ciągle z góry i do tego dość protekcjonalnie.
Trzeba tutaj przyznać, że Polska jest znacznie bliżej tego wymarzonego Zachodu niż Rumunia. W Polsce telefon komórkowy nie jest już elementem nachalnego szpanu, tylko zwykłym urządzeniem ułatwiającym codzienne funkcjonowanie. Życie pieszego w Polsce jest o wiele łatwiejsze niż w Rumunii, a agresja kierowców już się trochę przytępiła w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Po naszych drogach jeżdżą odrobinę lepsze i nowsze samochody, ale na korzyść Rumunów przemawia w tym momencie produkcja własnych samochodów marki Dacia. Chociaż problem psów w Polsce nie jest jeszcze rozwiązany na poziomie "europejskim" i ciągle mamy zasrane wszystkie trawniki w miastach, to nie ma już u nas hord bezpańskich psów biegających po osiedlach, tak jak to ma ciągle miejsce w Rumunii. W Polsce i w Rumunii mamy też problem z budową autostrad, ale w Polsce chociaż lotnisko w Warszawie wygląda imponująco, tak pod względem rozmiaru, jak i czystości. Lotnisko w Bukareszcie przypomina raczej mały, biedny i zapuszczony prowincjonalny port lotniczy przed którym jest jeszcze daleka droga do Europy.
Z całego serca życzę Rumunom powodzenia w ich drodze do dobrobytu oraz szczęścia narodowego i chociaż Polsce jeszcze dużo brakuje do tego samego dobrobytu i szczęścia, miło jest sobie uświadomić, że przeszliśmy już kawał drogi. Szkoda tylko, że idziemy tak wolno, bo przecież mogliśmy iść znacznie szybciej i dawno już dojść do upragnionego celu.
 
 Na pewno lepiej od Rumunów radzimy sobie z elektryfikacją miast

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz