9.05.2011

Dyskryminacja chudych

W trakcie zeszłorocznych wakacji wielokrotnie podróżowałem samolotem zwiedzając przy okazji kilka lotnisk w różnych krajach. Po obejrzeniu któregoś z rzędu lotniska dochodzi się do wniosku, że tak na prawdę to wszystkie są takie same. Zawsze jest tłum poddenerwowanych podróżnych, pracownicy linii lotniczych, straż graniczna, celnicy, prześwietlanie bagażu, komunikaty z głośników wypowiadane miękkim kobiecym głosem oraz ważenie walizek. Przy ważeniu walizek jest najwięcej emocji, bo tak na prawdę nikt z podróżnych nie wie ile dokładnie jego bagaż waży i czy po dopakowaniu w ostatniej chwili szamponu do mycia włosów przekroczył już swój limit czy nie. Wszyscy podróżni cierpliwie poddają się tej procedurze mając na uwadze ograniczoną nośność samolotu, a co za tym idzie swoje bezpieczeństwo podczas lotu. Nie bez znaczenia jest też przede wszystkim dla kompanii lotniczej zużycie paliwa, które gwałtownie rośnie wraz ze wzrostem ciężaru transportowanego ładunku. Podobno w czasie blokady Berlina Zachodniego, kiedy Alianci zaopatrywali miasto we wszystko tylko i wyłącznie drogą lotniczą koszt transportu 1kg paliwa wynosił 2,5 kg paliwa.
Stojąc w którejś z rzędu zeszłego lata kolejce do odprawy bagażu i widząc jak filigranowa kobieta zostaje odesłana do przepakowania swojej olbrzymiej walizki, bo przekroczyła dopuszczalny limit o 3kg zacząłem się nad tym całym zjawiskiem ważenia zastanawiać. Tak na prawdę to dla samolotu nie ma znaczenia, czy kilogramy, które ma unieść w powietrze składają się z ubrań, butów, szczoteczek do zębów, flaszek wódki czy z ciała ludzkiego. Kilogram to kilogram - czy puchu, czy ołowiu to tyle samo, a jest przecież zasadnicza różnica pomiędzy otyłym mężczyznom mającym dwa metry wzrostu i ważącym 120 kg a filigranową kobietką ważąca 40 kg. Oboje zapłacili tyle samo za bilet i mają prawo zabrać po np. 20 kg bagażu, tyle tylko że w przypadku mężczyzny samolot musi przetransportować 120kg + 20kg = 140kg, a w przypadku drobnej kobiety 40kg + 20 kg = 60kg. Różnica masy jest ponad dwukrotna, czyli upraszczając samolot spali dwa razy więcej paliwa transportując grubego mężczyznę i jego bagaż niż drobną kobietę i jej walizkę. Wynika z tego porównania prosty wniosek, że filigranowa pasażerka mocno przepłaciła kupując swój bilet, bo „dotuje” otyłego mężczyznę, który leci w dużej części na jej koszt. Nie chcę żeby ktoś pomyślał, że popieram chude kobiety, a tępię grubych facetów, bo równie dobrze może chodzić o otyłą mamuśkę i zasuszonego dziadka, ale fakt pozostaje faktem - chudzi są dyskryminowani. W czasach, kiedy na widok cienia najmniejszej nawet dyskryminacji rasowej, religijnej, narodowościowej czy płciowej podnosi się gromkie larum i debatuje na wszystkich telewizyjnych kanałach nikt nawet nie wspomina o setkach tysięcy podróżujących codziennie samolotami chudych, szczupłych i drobnych ludzi, którzy przepłacają za swoje bilety lotnicze. Być może wynika to z faktu, że wypróbowani działacze na rzecz politycznej poprawności, którzy ciągle latają po świecie głosząc swoją prawdę nie są najmłodsi a na parlamentarnych dietach zdążyli już mocno utyć i bardzo boją się ważenia.
Kiedy nadchodzi walka bokserska oficjalne ważenie zawodników mające potwierdzić czy są w tej samej klasie wagowej nikogo nie gorszy. Przed wyścigami konnymi każdorazowo waży się dżokeja z siodłem i jeżeli ważą razem za mało dociąża się siodło kilkoma ciężarkami.  W ten prosty sposób każdy koń w trakcie gonitwy niesie tyle samo kilogramów i szanse poszczególnych koni są wyrównane.
Myślę, że w dzisiejszej dobie dążenia za wszelką cenę do powszechnej sprawiedliwości społecznej powinno się natychmiast odejść od sprzedawania biletów lotniczych na zasadzie jedna osoba + 20kg bagażu, a przejść na system bilet na 150kg. W takim systemie drobna kobitka mogła by wziąć dużo bagażu, a otyły mężczyzna mało, ale sumarycznie ważyliby tyle samo, a to jest najważniejsze dla samolotu. Nikogo nie powinien w tej sytuacji za kilka lat na lotnisku dziwić widok stających na wadze ludzi wraz z bagażem i czekających na odprawę. Proponowany przeze mnie tutaj system ma tą zaletę, że w razie przekroczenia limitu kilogramów zawsze można jeszcze pójść do toalety i w trybie awaryjnym zrzucić ten kilogram czy dwa (jedną lub drugą stroną).
Mam nadzieję, że nikt, kto ma małą czy dużą nadwagę nie poczuł się urażony. Ja sam ważę więcej niż powinienem i można uczciwie powiedzieć, że ktoś drobny dotował mój przelot. Miałem jednak szczęście, bo podróżowałem z żoną, która jest ode mnie o wiele lżejsza, więc razem chyba nie wychodziliśmy wraz z naszym bagażem ponad średnią wagową. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz