Filmy, które oglądamy w kinie, na DVD, czy w telewizji są starannie podzielone na kategorie wiekowe. Ze względu na ilość pokazywanych w nich trupów, hektolitry lejącej się krwi oraz tysiące wystrzeliwanych pocisków i rakiet dany film można oglądać dopiero po ukończeniu 12, 15 lub 18 lat. Niektóre filmy są na tyle „mocne”, że zaleca się je oglądać tylko w towarzystwie i tylko osobom o silnych nerwach. Tak zwana przemoc obficie występująca we wszelkiego rodzaju kryminałach, filmach akcji oraz filmach wojennych wzbudza, co jakiś czas szczere oburzenie w środowiskach opiniotwórczych i daje początek kolejnej kampanii walki z tą „przemocą” w telewizji i kinie.
Osobiście nie jestem miłośnikiem dużych ilości keczupu zużywanych podczas kręcenia większości amerykańskich filmów i nie bawią mnie sugestywne sceny roztrzaskanych na ścianie mózgów, czy walających się po podłodze ludzkich flaków, ale nie chciałbym dożyć czasów, w których film akcji z kilkoma dynamicznymi bijatykami i strzelaninami można by było oglądać tylko na płytach DVD w drugim obiegu. Oddając szacunek twórcom wszelkiego typu obrazów filmowych broczących krwią i wnętrznościami, które dzięki coraz nowocześniejszym cyfrom technikom wizualizacji, wymyślonej przez reżysera drastycznej sceny, są coraz bardziej wstrząsającej i realistyczne muszę przyznać, że co by nie powiedzieć to jest to tylko film. Aktor trafiony serią z ciężkiego karabinu maszynowego, który efektownie fika do góry i pada kilka metrów dalej na pobliską ścianę tradycyjnie obficie brudząc ją ogromną ilością krwi robi duże wrażenie na widzu, ale jest to tylko i wyłącznie przedstawienie. Wszyscy wiemy, że cały film to tylko fikcja, że aktor żyje i nic mu się nie stało, że krew to sos pomidorowy, a naboje były ślepe. Drastyczność scen filmowych to tylko kwestia naszej wyobraźni, wczucia się w akcję i chęci bycia zaszokowanym. Jeżeli ktoś nie lubi widoku filmowych ran postrzałowych to niech nie ogląda takich filmów i da święty spokój całej reszcie, bo tak na prawdę to wstrząsające i drastyczne jest tylko i wyłącznie samo życie.
Ci sami ludzie, którzy lamentują w niebogłosy nad brutalnością kolejnego filmu akcji, zdają się nie zauważać codziennie pokazywanych prawie w każdym dzienniku telewizyjnym scen z sal operacyjnych najróżniejszych szpitali. Bez żadnych ostrzeżeń pokazuje się w nich kilkudziesięcio sekundowe sekwencje operacji na otwartym sercu, wątrobie, czy oku. Bez trudu można zostać świadkiem prawdziwego porodu, reanimacji czy chociażby wbijania igły w rękę. Niczyjej zgrozy nie budzą z najdrobniejszymi szczegółami pokazywane ofiary wybuchu poparzone w 90%, czy ranne dzieci w jednej z toczących się w trzecim świecie wojen. W scenach pokazywanych w telewizyjnych programach informacyjnych występują prawdziwi ludzie, którzy są na prawdę operowani bądź ranni. Krew ściekająca z gumowych rękawic chirurga pochylonego nad otwartą klatką piersiową pacjenta, co często możemy zobaczyć oglądając jakiś dziennik telewizyjny, jest prawdziwa, życie chorego na prawdę wisi na włosku, a wykres bicia serca na zielonym ekranie obrazuje prawdziwe życie. Skóra płatami odchodząca od ciała dziecka po oparzeniu przy wybuchu jest realna, a jego krzyk odzwierciedla jak najbardziej prawdziwy niesamowity ból którego jest ono w tej chwili ofiarą.
Skoro niektórzy ludzie tak bardzo dbają o nasze zdrowie psychiczne i obawiają się wpływu drastycznych scen filmowych na naszą osobowość, może swoją krucjatę zaczęliby od telewizyjnych programów informacyjnych. Są one nadawane przez cały dzień i każdy dzieciak o godzinie 13oo lub 17oo może się do woli naoglądać prawdziwej krwi. Jeżeli danego dnia miała miejsce jakaś spektakularna operacja chirurgiczna to mamy pewność, że we wszystkich dziennikach pod rząd na wszystkich kanałach będzie ona w kółko pokazywana przez cały dzień i jeżeli nie zdążymy się nasycić widokiem ran i szwów w czasie trwania jednego programu, możemy chwilę poczekać na drugi i wszystko spokojnie obejrzeć jeszcze raz. Uważam, że filmy stały się przysłowiowym kozłem ofiarnym bojowników o łagodną telewizję i kino, bo tak na prawdę drastyczne i zagrażające integralności psychicznej wielu widzów, (w tym całych rzesz małoletnich) są ogólnie dostępne telewizyjne programy informacyjne. Może zamiast klasyfikować filmy w których wszystko jest i tak na niby na kategorie wiekowe widzów, którzy mogą je oglądać wypadałoby się w podobny sposób zabrać za telewizyjne Wiadomości, Fakty i Informacje. Może treść filmowa programów informacyjnych emitowanych przed 22oo powinna być zupełnie inna od tej emitowanej późnym wieczorem. Może przed programem informacyjnym powinna się pojawiać plansza informująca widzów, że dany program dozwolony jest tylko dla widzów dorosłych lub o silnych nerwach i należy go oglądać w towarzystwie. Rozumiem, że nie wszyscy widzowie marzą o zostaniu Rambo czy Terminatorem i są zgorszeni widząc rozgrywające się tam sceny, ale tak samo wielu, jeżeli nie znacznie więcej widzów nie ma ochoty zostać chirurgiem, sanitariuszem a nawet kierowcą karetki pogotowia. Myślę, że najprostszym rozwiązaniem opisanego problemu będzie pozostawienie tak drastycznych filmów, jak i programów informacyjnych w spokoju i niech każdy ogląda to co lubi. Rodzice sami zdecydują co powinny oglądać ich pociechy, a co nie.
Ostrzegam, że jeżeli kampania zwalczająca tak zwane mocne filmy znowu się w Polsce rozpocznie, ja rozpocznę ze zdwojoną siłą kampanię zwalczającą sceny medyczne „na żywo” w telewizyjnych programach informacyjnych. Myślę, że będę miał bardzo wielu zwolenników, bo prawie wszyscy ludzie marzą o byciu, choć przez kilka chwil takim Rambo, ale mało kto pali się do przeszczepienia bijącego serca.